Wieliczka

WIELICZKA – inscenizacja z podziałem na role

Osoby: chłopcy w górniczych strojach, poseł króla, Kinga, Król Węgier, Bolesław Wstydliwy, górnicy

♪ Moje miasto to Wieliczka – ogromna solniczka.
Kiedyś Kinga tu przybyła, solny pierścień zostawiła.

Dziś nad miastem szyb góruje – soli u nas nie brakuje.
Idę sobie przez ulice – wokół piękne kamienice.

Moje miasto w świecie znane przez turystów uwielbiane.
A na koniec coś wam powiem – moje miasto jest czadowe!

Gdzie leży Wieliczka ?
W pobliżu Krakowa,
pomiedzy wzgórzami
miasteczko się chowa.

Zwyczajne tam domy
skromne tam uliczki
Więc czemu turyści
spieszą do wieliczki ?

Do kopalni soli
schodzą ze sztygarem
A tam wszystko słone
Wszystko srebrnoszare

Kopalnie – muzeum
jedyną na świecie,
tworzyli górnicy
całe tysiąclecie.

Narrator :
Dawno, dawno temu zupy były bez smaku, a mięso niesłone! To samo było z masłem i rybami.
A nic, co niesłone, dobrze się nie kończy, trzeba było wynaleźć sól. Lecz nim się pojawiła, długa droga była przed nią.
A wszystko zaczęło się od historii miłosnej, kiedy to król Polski Bolesław, chociaż wstydliwy, zapałał uczuciem do węgierskiej królewny. Wysłał więc swoich posłów, aby udali się do jej ojca – króla Węgier, prosić o zgodę na małżeństwo.

(Posłowie wyruszają w drogę)

♪ Pędzi, pędzi siwy konik,
Nikt go nigdy nie dogoni.

Poseł polski:
Bądź pochwalony królu przemożny!
Przybywamy z rozkazu księcia sandomierskiego
W księżniczce Kindze zakochanego.

Król Węgier:
Pokój z wami, moi polscy przyjaciele.
Waszym widokiem się wielce weselę
I oddam mą córkę polskiemu królowi,
Na jej przybycie już bądźcie gotowi.
(Na scenę wchodzi Kinga)

Kinga:
Drogi ojcze, wielki panie!
Daj mi w ślubnym wianie
To, czego ludziom trzeba,
By uszlachetnić smak chleba.

Król Węgier:
O czym myślisz córko droga?
Cóż ja mam im ofiarować?

Kinga:
Jest mój ojcze rzecz takowa,
O niej właśnie tutaj mowa.
W Polsce bowiem soli nie ma,
Nie zrodziła jej ta ziemia.
Podaruj im zatem solną górę
A uszczęśliwisz tym swoją córę.
Będzie ona moim ślubnym wianem,
Zanim królową Polski się stanę.

Król Węgier:
Kingo, moja córko ukochana,
Przez króla Bolesława wybrana,
Wybierz sobie górę solną, którą chcesz
I w darze przyszłemu mężowi zawieź.

Narrator:
Królewna Kinga za zgodą ojca udaje się do kopalni. Zdejmuje swój pierścień zaręczynowy i rzuca
w głęboką otchłań, gdzie dobywano sól.
(Kinga podchodzi do góry, zdejmuje pierścień z palca i rzuca do jej wnętrza)

Kinga wsiada do karety i razem z posłami odjeżdża.

♪ Pędzi, pędzi siwy konik,
Nikt go nigdy nie dogoni.

(Na scenie pojawia się król Bolesław. Kinga podchodzi do Bolesława. Witają się)

Bolesław:
Oto Kinga, przyszła żona,
Niechże wezmę ją w ramiona…
Wielka mnie dziś radość rozpromienia!
Lecz co to? Nie widzę na palcu twym pierścienia.

Kinga:
Dar ten, mężu ukochany
W miasteczku Wieliczka
Jest skrycie schowany.

Bolesław:
A zatem konie siodłajmy
I do Wieliczki w te pędy ruszajmy.
(Wyruszają w drogę)

♪ Pędzi, pędzi siwy konik.
Nikt go nigdy nie dogoni.
Narrator:
Z rozkazu króla Bolesława wyruszyli oboje do podkrakowskiego miasteczka. Gdy dotarli na wielicki rynek królowa rzekła:

Kinga:
Tu w tym miejscu w centrum miasta
Skarb w podziemiach nam wyrasta.
Kopać studnię tutaj trzeba,
Aby zmienić mdły smak chleba.

Górnik I:
Twardy kamień to przeszkadza
I w robocie nam zawadza.
(Schyla się i podnosi kamień)

Górnik II:
Na marne nie poszedł naszej pracy znój.
Królu! Toż to przecież szczera sól!

Kinga:
Bryłę soli na pół złamcie
I pierścienia dobywajcie.
(Górnicy rozpoławiają kamień i wydobywają pierścień)

Górnik I:
Jest! Jest pierścień pani droga,
Wraz z nim zniknie nasza trwoga!

Kinga:
Dzięki temu nie tylko w Wieliczce
Sól będzie w każdej solniczce.

Recytator:
Gdzie leży Wieliczka? W pobliżu Krakowa.
Pomiędzy wzgórzami miasteczko się chowa.
Skromne są tam domy i skromne uliczki,
więc czemu turyści spieszą do Wieliczki?
Do Kopalni Soli schodzą za Sztygarem,
a tam wszystko słone, wszystko srebrno-szare…
Kto te cuda stworzył, kiedy i dla kogo,
tego stare rzeźby powiedzieć nie mogą…

♪ Ciężka praca, żmudna praca co dzień toczy się
Stromym zboczem dnia, słońce kończy bieg
Ciężka praca, żmudna praca, siłę trzeba mieć
Mocne ręce dwie, a do tego chęć
Życzymy wam pogodnych dni
Niech spełni się to co się śni
Życzymy wam, by każdy brzask
Rozjaśniał wciąż nadziei blask
Ciężka praca, żmudna praca jak szalony wir
Na dnie tylko piach, w ziemi mokry żwir
Ciężka praca, żmudna praca, kapie z czoła pot
Silnik głośno wre, głaz rozbija młot
Życzymy wam pogodnych dni
Niech spełni się to co się śni
Życzymy wam, by każdy brzask
Rozjaśniał wciąż nadziei blask


Marta C.



Być może zaintresują Cię również inne nasze materiały: