Opis przypadku wychowawczego

Przypadek II

Opis i analiza przypadku wychowawczego

Dziecko nieśmiałe z orzeczeniem niepełnosprawności

 

W swojej pracy zawodowej bardzo często spotykam się z dziećmi nadpobudliwymi. Zwracają one na siebie uwagę sposobem zachowania utrudniającym pracę nauczycielowi. Dlatego postanowiłam nie opisywać kolejnego ,,urwisa”, a przedstawić przypadek z którym zetknęłam się w ubiegłym roku szkolnym. Dlaczego? Ponieważ uważam, ze zbyt dużo czasu poświęcamy dzieciom nadpobudliwym, często nie dostrzegając problemów dzieci nieśmiałych.

1.Identyfikacja problemu

Przeglądając karty naboru moich wychowanków do grupy 5 latków moją uwagę zwróciła nowa dziewczynka. Do karty było dołączone orzeczenie o niepełnosprawności. Dziewczynka przeszła skomplikowaną operację oka i z tego względu wydano orzeczenie. Zalecenie lekarskie było pełne zakazów np. nie wolno jej samej schodzić po schodach, skakać, biegać itp. Z przerażeniem zastanawiałam się jak może funkcjonować takie dziecko skoro nie wolno mu niczego co jest naturalną potrzebą dziecka? Byłam pewna, że moja grupa przyjmie ją przyjaźnie. Znałam swoje dzieci i wiedziałam, ze choć są bardzo rozbrykane to troskliwe i opiekuńcze.

1 września 2011r.  miałam okazję osobiście poznać Martynkę. Weszła do grupy nieśmiało, niemal szeptem mówiąc ,,dzień dobry”. Bez oporów pożegnała się z mamą. Ponieważ trafiła do grupy z którą pracuję od trzech lat i która doskonale się zna miała problemy z początkową asymilacją. Najchętniej bawiła się sama odrzucając propozycje wspólnej zabawy. Pytana odpowiadała szeptem. Wszelkie próby nawiązania rozmowy powodowały wycofanie i milczenie. Gdy musiała podejść do mnie drżała nerwowo zaciskając rączki. Odmawiała wykonania najprostszych ćwiczeń gimnastycznych, nie potrafiła wycinać. Jej buzia był smutna i zatroskana.

Analizując zachowanie Martynki zauważyłam charakterystyczne reakcje zachowania osoby nieśmiałej :

– niezręczność ruchów ( sztywność krępuje swobodę ruchów)

– drżenie palców, nerwowe zaciskanie dłoni,

– blednięcie lub zaczerwienienie,

– stan niepewności, niepokoju, zawstydzenia w kontaktach z innymi osobami.

Postanowiłam zmienić życie Martynki, tak bardzo chciałam pomóc jej przełamać bariery, które narzuciło jej zdrowie.

 

2. Geneza i dynamika zjawiska

Martynka mieszka z mama i babcią. Jej ojciec zostawił ich , gdy dowiedział się o chorobie córki.  W wychowaniu Martynki pomaga babcia.  Z rozmowy z mamą wynikało, że Martynka od czasu operacji ( przeszła ją w wieku trzech lat) traktowana jest dokładnie według wskazań lekarza. Wszyscy wyręczali ją w najdrobniejszych nawet czynnościach samoobsługowych. Jednocześnie pilnowali by dziewczynce materialnie niczego nie brakowało. Uważali, że robią wszystko dla jej dobra. Obowiązek szkolny 5 latka zmusił ich do wysłania Martynki do przedszkola. Wcześniej nie dostrzegali problemów na jakie napotka ona w trakcie edukacji. Dziewczynka wychowywała się w przeświadczeniu, że niczego jej robić NIE WOLNO. W przedszkolu dziewczynka stała się lękliwa, niepewna siebie, nie miała oparcia wśród swoich rówieśników. Dało się zauważyć jej uczucia i nastroje: przygnębienie, rezygnacja, niewiara w siebie, niechęć do kontaktów z rówieśnikami – wycofywanie się.

    Dziewczynce brakowało naturalnej pewności siebie. Bardzo rzadko lub wcale nie zabierała głosu w sprawach dotyczących zajęć. Jeżeli się wypowiadała to nie na temat. Z zazdrością spoglądała na bawiące się dzieci, ale nie przyłączała się do zabawy.

3. Znaczenie problemu

 Na podstawie własnych obserwacji, rozmowy z mamą i babcią oraz literatury, stwierdziłam, że główną przyczyną trudności Martynki może być nadmierne ochranianie i nadopiekuńczość. Nadmierne ochranianie, brak wiary w siebie, jest ważnym problemem dla dziecka. Nie pozwala mu na rozwijanie zdolności, umiejętności, hamuje każdy rodzaj aktywności. Dziecko z niską samooceną woli unikać prezentacji własnej osoby czy swojej pracy. W pracy z dzieckiem o niskiej samoocenie ważne jest, by znaleźć jego mocne strony, ukazywać je, rozwijać i dzięki temu podnosić wiarę w jego wartość. Myślę, że podjęcie odpowiednich działań pedagogicznych będzie dynamizować prawidłowy rozwój Martynki. Jeśli spotka się z akceptacją, życzliwością oraz wyrozumiałością zarówno wśród dzieci, jak i innych osób w jej otoczeniu, wtedy nabierze pewności siebie, będzie miała możliwość uwierzenia we własne możliwości. Traktowanie Martynki na równi z rówieśnikami pozwoli jej uwierzyć, że jej niepełnosprawność nie dyskredytuje jej w oczach rówieśników.

4. Prognozy:

 negatywna

Nie podejmując żadnych działań wychowawczych, mogą wystąpić następujące sytuacje:

·         dziewczynka izolując się od dzieci, będzie coraz bardziej wyobcowana, milcząca i małomówna,

·         dzieci nie będą czuły potrzeby integracji z nieśmiałym dzieckiem,

·         osamotnienie spowoduje jej złe samopoczucie, brak apetytu, niechęć do     przedszkola,

·         będzie lękliwa i niesamodzielna,

·         straci wiarę w siebie i swoje możliwości,

 pozytywna

Po wdrożeniu działań opiekuńczo wychowawczych spodziewam się, że dziecko:

·         pozna swoje mocne strony,

·         odzyska poczucie własnej wartości,

·         opanuje swoją nieśmiałość i poczuje się w przedszkolu pewniej i bezpieczniej,

·         nawiąże konflikty z rówieśnikami,

·         będzie współpracowała w grupie,

·         zmieni swój wizerunek w oczach rówieśników,

·         nabierze pewności siebie,

·         nabierze dystansu do swojej niepełnosprawności,

·         nauczy się samodzielności.

 

5. Propozycje rozwiązań

Cele:

·         traktowanie Martynki na równi z rówieśnikami ( dozując stopnie trudności zadań)

·         rozwijanie umiejętności komunikowania się;

·         zorganizowanie pomocy w relacji z rówieśnikami,


·         zapewnienie dziecku bezpieczeństwa psychicznego;

·         wzmacnianie poczucia jego własnej wartości;

·         uczenie odkrywania w sobie cech pozytywnych;- doprowadzenie do sytuacji, w której Martynka otworzyłby się na siebie i na innych ludzi.

 

6. Plan oddziaływania:

·         Indywidualne rozmowy z matką Martynki, utrzymywanie stałego kontaktu z matką i lekarzem prowadzącym,

·         Konsultacje z pedagogiem,

·         Docenianie drobnych osiągnięć Martynki,

·         Zachęcenie do wszelkiego rodzaju aktywności na zajęciach,

·         Przełamanie obaw i lęków,

·         Integrowanie grupy poprzez wspólne zabawy, ćwiczenia, konkursy, wycieczki,

·         Zdobycie zaufania dziewczynki,

·         Rozmowa z rówieśnikami, aby otoczyli Martynkę opieką,

6. Wdrażanie oddziaływań

        Pierwszym punktem moich działań była rozmowa z mamą. Uświadomiłam jej, ze od dziecka 5 letniego należy oczekiwać podstawowych działań samoobsługowych. Zasada ,,pomagam, ale nie wyręczam” bardzo szybko przyniosła pożądane efekty. Martynka była bardzo dumna, gdy mogła sama przebierać się na gimnastykę, nie prosząc mnie o pomoc. Następnym krokiem było systematyczne wciąganie Martynki w tok zajęć gimnastycznych. Robiła początkowo to co chciała, później obserwując inne dzieci ,,ryzykowała” trudniejsze ćwiczenia. Będąc w ciągłym kontakcie z mamą, która informowała mnie o wynikach kolejnych badań podejmowałam co raz trudniejsze ćwiczenia. Martynka widząc zaufanie jakim darzą mnie dzieci, częściej podchodził sama opowiadając o interesujących ją sprawach, podejmowała się zabaw ruchowych przy mojej asekuracji ( chodzenie po równoważni, skakanka, drabinki, huśtawka), spontanicznie wypowiadała się na zajęciach, chętniej bawiła się z innymi dziećmi. Momentem przełomowym było, gdy zaproponowałam Martynce, by była konferansjerem na przedstawieniu jasełkowym.

Na każdym kroku starałam się dowartościowywać Martynkę chwaląc każdy jej postęp.

7. Efekty oddziaływań

Podczas zajęć mobilizowałam ją do czynnego uczestnictwa, zadawałam pytania dotyczące omawianych treści, dzięki czemu mogła wykorzystać swoją wiedzę i być zadowolonym z siebie, chwaliłam za dobrze wykonane zadania, angażowałam do wykonywania drobnych czynności. Zwracałam cały czas uwagę na to, by Martynka nie była sama, nie miał czasu na tęsknotę. Gdy tylko zauważyłam, że tak się dzieje, zachęcałam inne dzieci, aby włączyły ją do swoich zabaw. Muszę tutaj nadmienić, że pozostałe dzieci chodziły do tej grupy już trzeci rok i były ze sobą bardzo zżyte, jednak bardzo chętnie “wciągały” dziewczynkę do wspólnych zabaw zwłaszcza wówczas, gdy przyjmowała ich propozycje. Po pewnym czasie Martynka sama wybrała sobie grupę rówieśników z którymi najchętniej się bawiła, zaprzyjaźniła się z kolegami i koleżankami, czynnie uczestniczyła we wszystkich zajęciach. Początkowe przełamywanie barier na zajęciach gimnastycznych zaczynało się od lękliwego- ,,boję się”, ale wystarczyło, ze brałam ja za rękę mówiąc spokojnie ,,nie bój się- jestem przy Tobie”, by odważyła się ( za przykładem rówieśników) wejść na równoważnię. Z każdym dniem odkrywałam jak wielkim zaufaniem zaczynała mnie darzyć. Jej mama ( w stałych rozmowach) również zauważała zmiany zachodzące w córce. Mówiła mi jak to Martynka ćwiczy w domu ubieranie bez pomocy dorosłych, jak chwali się sukcesami i moimi pochwałami. Na pikniku rodzinnym ( wyjazd rodziców z dziećmi) mama Martynki miała okazję zaobserwować mój stosunek do jej córki i moje metody wychowawcze. Była zaskoczona tym ile jej dziecko nauczyło się w ciągu roku pobytu w mojej grupie. W tym roku organizując przedstawienie jasełkowe dla rodziców poprosiłam Martynkę ( wbrew insynuacjom mojej zmienniczki, twierdzącej, ze ,,ONA sobie nie poradzi”), by powiedział wiersz na powitanie rodziców. To był moment przełomowy- Martynka, pięknie, głośno i wyraźnie powiedział swój tekst. Mama miała łzy w oczach, a Martynkę przepełniała duma. Wiedziałam, ze zrobiłam dobrze. To dziecko WRESZCIE uwierzyło w siebie! Rówieśnicy bili JEJ brawo!

PODSUMOWANIE

Cóż mogę powiedzieć więcej? Patrzę na Martynkę, która we wrześniu pójdzie do szkoły i nie widzę tego zastraszonego, kalekiego dziecka, które poznałam. To odważna, pewna siebie panienka. Ma swoich kolegów, którzy ją obronią i lubiące ją koleżanki. To grupa z która rozpocznie naukę w szkole. Ma przy sobie mamę i babcie, które mądrze współpracowały ze mną przez te dwa lata. Ma przy sobie wiele życzliwych osób. Nie boję się o nią. Wiem, ze zna swoje możliwości i wie, że potrafi je wyeksponować. Nauczyłam ją, ze jej niepełnosprawność nie musi zamykać jej w klatce.

    Może nie znalazłam rozwiązań w książkach czy u mądrych specjalistów ale lata pracy nauczyły mnie, ze najlepszym ekspertem jest serce i intuicja nauczyciela

Analizy dokonała: Zdzisława Pasieczna



Być może zaintresują Cię również inne nasze materiały: