Jak Papa Smurf pomagał rozwiązywać konflikty w naszej grupie?

Wiele z nas – nauczycielek przedszkola, mających już w zawodzie pewien staż,
od jakiegoś czasu narzeka, że dzieci, które przychodzą aktualnie no naszych placówek są inne, niż te, które chodziły parę lat temu. I trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę zmiany, jakie zaszły
w ostatnim czasie w rzeczywistości społecznej naszego kraju.

Rodzice pochłonięci są bądź poszukiwaniem pracy, bądź spełnianiem rosnących wciąż wymagań pracodawców, a rolę wychowawców dzieci przejmuje często telewizja i komputer.

Brak czasu ,który rodzice mogliby poświęcić dzieciom, oraz brak pozytywnych wzorców wychowawczych, muszą zostawiać ślad w rozwoju emocjonalnym dzieci.

Dzieci te dysponują nie rzadko pokaźnym zasobem wiedzy, umiejętności , są zwykle bardziej otwarte, ale mimo to często trudno im współżyć ze sobą w jednej grupie. Nawet jeśli znają swoje prawa, to trudno im zaakceptować fakt, że takie same prawa przysługują ich kolegom. W ten sposób między dziećmi pojawiają się konflikty.

Sposób rozwiązywania tych konfliktów to często jedno z ważniejszych wyzwań, przed jakimi staje nauczycielka przedszkola, tym bardziej, że w stosunku do niektórych dzieci, proste tłumaczenie odwołujące się do stwierdzenia: „Źle postąpiłeś. Tak się nie robi”, nie przynosi pożądanych efektów.

Z moich wieloletnich poszukiwań sposobów jak najlepszego rozwiązywania konfliktów
w grupie, zrodził się pomysł „Chatki Papy Smurfa”. Inspiracją do niego stała się technika Freineta oparta na korespondencji.

Pod koniec września do sali grupy 6 – latków, przyszła paczka , a w niej list od Papy Smurfa oraz uszyta z kolorowego polaru chatka ,taka sama, jaką widzieliśmy w kreskówkach. Chatka miała dwa okienka – kieszonki, oznaczone dwoma buźkami: wesołą i smutną.

Zgodnie z zachętą Papy Smurfa, dzieci do obu kieszonek oznaczonych jako „radość”
i „smutek”, zaczęły wrzucać rysunki lub kartki z opisanymi przez siebie lub przez nauczyciela (na prośbę dziecka) wydarzeniami i związanymi z nimi emocjami. (Np. „Nie lubię, gdy Wojtek bije dzieci”, lub „Lubię jak Zosia się ze mną bawi”). Te karteczki nazwaliśmy „liścikami” i zgodnie
z umową mogły być one podpisane przez autora lub też mogły pozostać anonimowe. Przy tworzeniu tych „liścików”, dzieci zaczęły rozróżniać a także określać swoje emocje zarówno te pozytywne jak
i negatywne.„Liściki” były wyciągane w terminach uzależnionych od potrzeb dzieci, odczytywane na forum grupy przez nauczycielkę, a jeśli dzieci wyraziły chęć, były przez nie dyskutowane. W ten sposób, na rzeczywiście zaistniałych sytuacjach, dzieci uczyły się poznawać wzajemnie swoje emocje, a przez to poczyniły pierwsze kroki w kierunku poznawania swoich praw, a także respektowania praw swoich kolegów.



W ciągu kolejnych miesięcy funkcjonowania w naszej grupie „Chatki Papy Smurfa”, dzieci coraz chętniej wrzucały do niej „liściki”, a w nich coraz lepiej potrafiły określać swoje uczucia oraz przeciwstawiać się złemu traktowaniu. Pojawiła się także „korespondencja” między dziećmi
a nauczycielką. Wrzucałam do kieszonek liściki ,w których chwaliłam dzieci za ich zachowanie lub postępy w zdobywaniu nowych umiejętności, choć czasem zmuszona byłam potępić czyjeś zachowanie ,szczególnie wtedy, gdy pokrzywdzone dziecko nie robiło tego samo.

Ze strony dzieci pojawiały się pierwsze deklaracje skierowane do nauczycielki. Najczęściej brzmiały one: „Lubię panią, bo wymyśla fajne zabawy”. Oczywiście pisownia wyrazów często była błędna, choć dzieci zaczęły się nią interesować i zwracały się do mnie
z prośbą o pomoc w pisaniu trudnych wyrazów.

Z czasem w „Chatce Papy Smurfa” można było zauważyć znacząca zmianę jeśli chodzi
o proporcje ilościowe między „liścikami” w kieszonce z napisem „radość”, a tymi w kieszonce „smutek” .Tych pierwszych było zdecydowanie więcej. Wynikało to z dwóch przyczyn. Pierwszą było znaczne wyciszenie się dzieci agresywnych, natomiast druga wynikała z faktu ,że dzieci odkryły ile radości sprawiają miłe liściki zarówno tym , którzy je otrzymują, jak i tym ,którzy je piszą.

Zmienił się również wygląd „liścików”. Coraz częściej pisane były literami pisanymi, zawierały zdecydowanie mniej błędów ortograficznych i zwykle były przepięknie ozdobione.
Z „liścików” skierowanych do nauczycielki można już było utworzyć sporą kolekcję. Wśród nich pojawił się też jeden w kieszonce „smutek”. Nadawcą był jeden z chłopców ,który miał żal za to,
że nauczycielka nie zezwoliła mu na jego ulubioną zabawę.(Uznała ją za zbyt niebezpieczną).

Po dziesięciu miesiącach funkcjonowania „chatki” stwierdzam, że metoda ta miała niebagatelne znaczenie w procesie wychowawczym mojej grupy. Dzięki tej korespondencji dzieci lepiej poznały swoje emocje, stały się bardziej otwarte, życzliwe , wrażliwe na cudzą krzywdę, a przede wszystkim poznały zachowania asertywne. Sądzę, że posiadły świadomość swoich praw, a także praw swoich kolegów. „Chatkę Papy Smurfa” uważam za swój największy sukces wychowawczy w tak zwanej trudnej grupie.

mgr Katarzyna Andrzejak
Nauczycielka Przedszkola Nr 20 im. „Śmiałka Umiałka” w Poznaniu


Dodaj komentarz