Bajka terapeutyczna “Samochodzik”

zachowanie: dziecko agresywne
metafora: samochód
zasób: zwinność, szybkość

W niewielkim miasteczku, w pobliżu parku, stał sklep z zabawkami. Obok niego przejeżdżały głośne auta. Wzdłuż chodników przechadzały się z zaciekawieniem gromadki roześmianych i wesoło podskakujących dzieci.

W sklepie, po prawej stronie lady, stał regał z książkami. Bajeczki leżakujące na półkach na widok dzieci niecierpliwie szeleściły swymi kartkami: „Szu, szu, szu”.

Między zielonym regałem a oknem w kształcie rozety dostrzec można było kącik z zabawkami. Mieszkały tam puchate misie, porcelanowe lalki, kolorowe pajacyki, kauczukowe piłki i drewniane klocki. Wszystkie zabawki żyły zgodnie. W kąciku słychać było pomrukiwanie misiów, rozmowy lal, chichoty pajacyków i odgłosy podskakujących piłek. Chciało się przebywać w tak miłej atmosferze.

I właśnie w tym kąciku przyjemny spokój zakłócał nasz samochodzik. Samochodzik miał duże czarne koła, czerwoną karoserię i błyszczącą sportową rurę wydechową. Gdy zapadał zmrok i w sklepie gasły światła, mieszkańcy kącika ożywiali się. Lalki rozczesywały sobie włosy, misie opowiadały wakacyjne przygody, a kauczukowe piłki organizowały zawody sportowe. Samochodzik brał w nich udział. Jeździł jak szalony. Szturchał i potrącał wszystko, co spotkał na swej drodze. Potrafił nawet zburzyć budowle z klocków.

Pewnego wieczoru samochodzik usłyszał rozmowę.

– Laleczko – powiedział pajacyk – Czy zwróciłaś uwagę na naszego przyjaciela? Wczoraj samochodzik zderzył się z autobusem, któremu wypadły wszystkie szyby z okien. Co się teraz stanie?

– Pewnie już nikt nie będzie chętny, by kupić zepsuty pojazd – odrzekła lalka – nasz właściciel na pewno go wyrzuci.

– Tak, tak, samochodzik często robi innym krzywdę. A przecież nie musi, bo jest bardzo zwinny i szybki.

Samochodzik z niedowierzaniem przysłuchiwał się rozmowie. Postanowił, że się obrazi. Ułożył się do snu, ale nie mógł zasnąć.

Nagle usłyszał brzdęk rozbitej szyby. Małe kawałki szkła rozsypały się po dywanie. W pokoju szalał wiatr. Wystraszone książki zaczęły przewracać się i spadać. Samochodzik w jednej chwili ruszył w stronę regału i błyskawicznie porozrzucał poduszki pod półkami. Spadające książki bezpiecznie wylądowała na puszystym posłaniu.

Zabawki wstrzymały oddech.

Ciemny pokój rozświetlił zaglądający z ciekawością księżyc. Słychać było miarowe tykanie zegara. Wszystkich mieszkańców przepełniała radość.

Agnieszka Kujawska
Przedszkole Miejskie nr 5
w Lubinie




Być może zaintresują Cię również inne nasze materiały: