Jesteś tutaj: Start » Publikacje nauczycieli


Od kilku lat współpracuję z Uniwersytetem Pedagogicznym w Krakowie. Sama ukończyłam tę uczelnię oraz podyplomowe studia plastyczne. Jestem nauczycielem dyplomowanym z ponad dwudziestoletnim stażem w jednym z krakowskich przedszkoli samorządowych. A ostatnio także nauczycielem ćwiczeń i opiekunem studentek na kierunku wychowanie przedszkolne oraz opieka nad małym dzieckiem. Zauważyłam zarówno pozytywny jak i negatywny wpływ tej współpracy na rozwój i wychowanie dzieci w mojej grupie. Dzięki nim doceniłam też swoją wartość jako nauczyciela.

Proszę panią, kiedy przyjdą te młode panie? – pyta Kacper

– Nie mówi się młode panie tylko panie studentki. –  wtrąca Piotrek

W czwartek, a czemu pytasz Kacperku? – odpowiadam

Bo ja je lubię, bo są fajne..!

Dzieci czekały na zajęcia ze studentkami, które odbywały się co tydzień, odliczając dni. Cieszyłam się, że lubią te zajęcia, ale w pewnym stopniu było to dla mnie przykre i krzywdzące… Bo jak to ja, ich pani, która stara się zawsze przygotowywać ciekawe zajęcia i atrakcyjnie je prowadzić, nagle idzie w odstawkę?! Przegrywa z niedoświadczonymi praktykantkami?! Zaczęłam więc badać sytuację. Baczniej obserwować reakcję dzieci na zajęciach ze studentkami oraz uważnie przysłuchiwać się ich wzajemnym rozmowom. Niestety stwierdziłam, że niczego więcej one nie potrafią i nie dostarczają dzieciom niż ja. Jeśli chodzi o tematy zajęć i techniki plastyczne – klasyka. Taka sama jak przed laty. Może jedynie materiały atrakcyjniejsze. Inspiracje zajęć i wprowadzenie w temat też takie jak i mnie uczono. Znana dziecięca literatura, ilustracja czy piosenka. O co więc chodzi?

To zwykła dziecięca ciekawość świata powoduje, że dzieci chętniej słuchają nowych osób, ich brzmienia głosu. Lubią patrzeć na nieznane postaci, ich ciekawy ubiór,  fryzurę… po prostu oglądają je. To jedna rzecz. Druga – to swoboda młodych ludzi w prowadzeniu zajęć. Ich podejście do małych dzieci. Nie mają tremy, jak kiedyś ja i moje koleżanki na praktykach. Starałyśmy się tak bardzo dydaktycznie i pedagogicznie prowadzić zajęcia, że było to dla obu stron aż męczące. Ale za to jakieś majestatyczne, podniosłe. Dzisiejsze podejście młodych prawie już nauczycielek jest luźne i swobodne. Co bardzo podoba się dzieciom. Są sobie wtedy bliźsi. Łatwiej nawiązują kontakt – to z jednej strony. Ale z drugiej, zaciera się granica pedagog – wychowanek. Autorytet tutaj traci. Wzór, który powinien błyszczeć i być dostrzegalny ginie. Mnie osobiście się to nie podoba. Powoduje to u dziecka brak szacunku do osób starszych. Potem kuleje to w całym jego dorosłym życiu. Do tego zmierza cały dzisiejszy świat. Dlatego my nauczyciele dbajmy o kulturę osobistą i dobre wychowanie. Nie pozwalajmy dzieciom na zbyt bezpośrednie zwracanie się do nas. Będą wtedy szanować dorosłych, a przy okazji też grzecznie zwracać się do swoich kolegów.





Współczesne kształcenie nauczycieli dopuszcza w pracach plastyczno-technicznych brak estetyki i oszczędności materiałów. I to też bardzo mnie dotyka. Bo jak nauczyć dziecko dbania o zabawki, książki, ubrania czy porządek w pokoju, jeśli nie zwraca się od początku na to uwagi. I pozwala mu szybko i byle jak wykonać pracę. Rozmawiałam o tym z wieloma studentkami po zajęciach, ale spotkał mnie brak zrozumienia tematu. Mnie wpojono na uczelni, że przede wszystkim pokazuję dziecku, jak wyciskać klej, aby go nie marnować. Jak wycinać sylwetę, żeby nie zniszczyć całej kartki papieru na raz. Najpierw tłumaczyłam i nadal tłumaczę, kiedy wolno wyrzucić resztki materiałów do kosza. Jak już nic nie da się z nich wyciąć. Jednak teraz nikt już tego nie uczy! O zgrozo..! Teraz wiem dlaczego jestem męcząca?! Bo się czepiam i zwracam im zbyt często uwagę na porządek na stoliku. Na odkładanie przyborów na miejsce, kiedy już z nich przestajemy korzystać. A przy paniach studentkach luz na całego. Cała sala w kleju, brokacie, cekinach. To nic, że drogie i wszystko się zmarnuje… Poza tym spacery po sali i do łazienki bez powodu, pełna swoboda. Rozmowy o wszystkim i tak głośno, że brak czasu na doprowadzenie pracy do końca. A zresztą i tak nikt nie ocenia ich wykonania w podsumowaniu zajęć. Nie wskazujemy już najlepszej, godnej naśladownictwa?! Ani tych, które warto poprawić i dokończyć po zajęciach?! To smutne… Po zajęciach nie dało się dosprzątać sali. Choć wcześniej panie praktykantki pobieżnie starały się ogarnąć ten bałagan. Szkoda, że bez dzieci, którym pozwoliły się już iść bawić.

Ja jednak i tak pozostanę wierna swoim ideałom pedagogicznym. Nadal będę uczyła według starych zasad, bo widzę na co dzień ich efekt.  Wszyscy przecież wolimy obcować z ludźmi schludnymi. Patrzeć na czyste przedmioty i pomieszczenia. A kiedy braknie nam bieżących funduszy na nowe warto skorzystać z resztek tego, co zaoszczędziliśmy wcześniej. Dobrze jednak, że był ktoś taki, kto nas tego nauczył.  Dlatego patrząc na obecnych młodych nauczycieli czuję swoja wartość jako pedagoga. Tkwi ona w tym, że przekazuję dzieciom wartości, o których teraz często się zapomina. Staram się być autorytetem, a nie koleżanką, bo tych mają wiele. Chcę być lubiana przez dzieci, ale bardziej zależy mi żeby wyrosły na przyzwoitych ludzi.

 

Inne publikacje autora:

To nie to czego potrzebujesz? Skorzystaj z wyszukiwarki i przeszukaj naszą stronę:
Twoja wyszukiwarka

forum dyskusyjne dla nauczycieli

Skomentuj

Musisz być zalogowany żeby komentować.

© 2003 - 2012 Wychowanie Przedszkolne - portal nauczycieli przedszkola · Wykonanie Theme Junkie & MarkNet ·